czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 5. And you watch Zayn...

(Perrie)
- Zrób mi coś do jedzenia - powiedziałam do Jade, kiedy wychodziłyśmy z łazienki.
- Pff, jeszcze czego.
- To nam też możesz zrobić! - zawołała Jesy.
- Gdzie byłyście? - zapytałam.
- Na mini zakupach. Kupiłyśmy ubranko dla Hatchiego - uśmiechnęła się.
- Hatchi, słyszałeś? Chodź piesku.
"Dziecko" przybiegło do nas. Wzięłam.go na ręce. Ubranko było troche takie sportowe, w czerwonym kolorze. Ładnie na nim to wyglądało. Hatchiemu też sie podobało. Merdał przyjemnie ogonem.
- Jade, mówiłam że jestem.głodna!
- Traktujesz mnie jak kure domową i tylko sie na mnie drzesz!
- Ale ja tu umrę z głodu...
- My też! - zawołały Leigh i Jesy.
- Matko... Wy mnie tu wykorzystujecie - jęknęła brunetka.
- Kocham cię - powiedziałam i dałam jej całusa w policzek.
- Spieprzaj...
Usiadłam na fotelu i włączyłam jakiś reallity show.
- Chodźcie! - zawołała.
We czwórkę zasiadłyśmy do stołu.
- Jade, pojedźmy na jakieś zakupy - poprosiłam.
 - Matko, znowu? Ja już nie mam siły z tobą po tych sklepach łazić... - jęknęła.
- Masz, tylko nie wiesz. Musimy sobie kupić jakieś ubrania, jak będziemy lecieć do Anglii.
- Ale mała masz tych ciuchów?
- Jade proszę, proszę, proszę, proszę - zrobiłam oczy pieska.
- Ugh, no dobra...
Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Kurwa, Louis Tomlinson... On nie wiedział, że Zerrie to fake.
- No hej przystojniaku - odebrałam z udawanym uśmiechem.
- Siemka królewno. Słyszałem, że się pokłóciłaś z Zaynem.
- Co? - zaprzeczyłam. - To nie prawda! Ja i Zayn jesteśmy normalną parą.
- No, to dobrze. Pilnuj się - słyszałam, że Louis się zaśmiał.
- A ty pilnuj Zayna... - rozłączyłam się.
 Dokończyłyśmy posiłek, i ja i Jadey wyszłyśmy z domu.
- Perrie, daje ci godzinę - powiedziała na wstępie.
- Nie, Jade, proszę, półtorej... Może ci kupię nowe kokardki...
- Ugh, no dobra - powtórzyła.
(trzy godziny później, Jade)
- Miałyśmy być dwie godziny krócej! - krzyknęłam.
- Jade, kochana, nie denerwuj się. Przecież kupiłam ci kokardki - powiedziała wchodząc do domu.
Nagle zadzwonił telefon blondynki. Odłożyła torby i nacisnęła zieloną słuchawkę. Głos w telefonie chwilę mówił, a Perrie przestała się uśmiechać. Zacisnęła wargi.
- Ktoś chce się umówić na wywiad - syknęła, zakrywając ręką telefon.
- Daj mi telefon - Jesy "wyrwała" jej go z ręki. - Tak, może pan przyjechać... Jutro? To świetnie. Napewno będziemy w domu - rozłączyła się.
- Dlaczego go zaprosiłaś? - zapytałam.
- Zaprzeczycie waszemu związkowi - oddała Edwards telefon. Podeszła do nas. - Perrie, Jade, wiem że wam z tym źle, ale dacie radę. Jesteście silne. Dacie radę.
- Damy radę? - spojrzałam na Pezz.
- Oczywiście - blondynka pocałowała mnie lekko.
(następny dzień)
Obudziłam się o 6. Sama nie wiem dlaczego. Chyba dlatego, że się denerwowałam. Perrie spała obok mnie słodko, na brzuchu. Okryłam jej nagie plecy kocem. Po cichu wyślizgnęłam z łóżka. Po chuja tak krótko spałam? Zeszłam na dół. Syf był dosłownie wszędzie. Chipsy porozwalane wszędzie. Ile Perrie może tego świństwa żreć?  Fuuuu.
Zaczęłam ogarniać dom. Skończyłam gdzieś o 8. Ale mi się za bardzo nudziło. Zjadłam jakieś śniadanie, i pobiegłam do mojego pokoju, w którym spała Pezz. Szybko wskoczyłam na jej plecy.
- Kurwa, Jade! - wrzasnęła.
- Ciszej, moja mała, zaraz wszystkich obudzisz.. - wyszeptałam jej do ucha, delikatnie go pogryzając.
- Co proponujesz? - próbowała podnieść głowę, ale od razu walnęłam nią o poduszkę. - Ostro widzę - zaśmiała się.
- Ostro - mruknęłam i zaczęłam jej robić masaż. - O której ten facet od wywiadu ma przyjechać?
- Nnnn... Nie wiemmm... - Perrie zawsze się jąkała w takich momentach. - Chh, chhybbba o 14...
- Mamy jeszcze dużo czasu - delikatnie zaczęłam całować jej szyję, zjeżdżając coraz niżej...

2 komentarze:

  1. Fajny rozdział
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię tego bloga ale...proszę napisz coś jeszcze na blogu o austinie i ally ;)

    OdpowiedzUsuń