poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 3. Do you want to have a baby?

(Jade)
Udałyśmy się w stronę najbliższego McDonalda.Kiedy jadłyśmy, ludzie robili nam zdjęcia. Co w tym dziwnego? Człowiek już nie może zjeść normalnego posiłku w restauracji? A nawet w Fast Foodzie?
- Jadey... - wyrwał mnie głos Perrie.
- Tak?
- Mam ochotę odwiedzić Anglię. Stęskniłam się z mamą i Jonnie'm.
- Możemy pojechać, myślisz że Leigh i Jess z nami pojadą? - zapytałam.
- Jesy na pewno nie zostawi Jordana. A Leigh nie wiem.
Gdy skończyłyśmy posiłek, przyszli fani, którzy chcieli zrobić sobie z nami zdjęcia. Wreszcie, o 10 wieczorem wyszłyśmy z McSyfu. Na ulicy nie było żywej duszy. Szczerze, to się trochę bałam. Chwyciłam Pezz za rękę. Ona uśmiechnęła się do mnie.
- Wiesz, cieszę się, że ciebie mam - szepnęła.
Rozglądnęłam się. Pusto. Pochyliłam się w stronę blondynki, i pocałowałam ją. Ona odwzajemniła gest. Po chwili, obie się od siebie oderwałyśmy. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Złapałyśmy się za ręce, i powoli poszłyśmy w stronę domu.
(Perrie, następny dzień rano)
Obudziłam się o 8 rano, w swoim łóżku. Poopey przy mnie nie było. Jeżeli o tej godzinie nie była przy mnie, to znaczyło że spała u siebie. Nagle do mojego pokoju wpadła zdenerwowana Jade. Jej ręce się trzęsły. Od razu przyszła się do mnie przytulić.
- Co się stało? - zapytałam.
- Wiedzą o nas. Pamiętasz, jak wczoraj wieczorem się pocałowałyśmy? - pokiwałam głową. - Ktoś nas widział...
Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Szybko zbiegłam na dół. Jesy kłóciła się właśnie z kimś przez telefon, że to zdjęcie to nie porozumienie. Na blacie zauważyłam gazetę, z nagłówkiem "Thirwall całuje Edwards w parku!". Przeczytałam artykuł, i zobaczyłam nasze zdjęcie. Byłam załamana. Nagle zadzwonił mój telefon. Zayn. One Direction mieli właśnie trasę Take me home po Europie.
- Halo? - odebrałam.
- Kotku, ledwo wyjechałem, a ty już mnie zdradzasz? - zapytał. On oczywiście wiedział o moim romansie z Jade.
- To już nawet za oceanem wiedzą? - jęknęłam.
- Tak. Spokojnie, powiem im, że przecież jesteśmy w szczęśliwym związku, i że to zdjęcie to photohop.
- Dzięki Zayn.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Musze lecieć, bo jesteśmy w Paryżu, i mnie wołają.
- Wyślij mi pocztówkę - zaśmiałam się.
- Wyślę - powiedział i rozłączył się.
Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam Jade. Stała, taka biedna w swojej różowej piżamie.
- To moja wina... Przepraszam.... - szepnęła.
- Nie masz za co. To jest też moja wina. Teraz trzeba to tylko wmówić mediom, że to photoshop.
- Jeden brukowiec załatwiony - podeszła do nas Jesy.
Nagle do domu wparowała nasza menadżerka. Była zdenerwowana.
- Co to ma być? - krzyknęła.
- To jest photoshop - powiedziała Jade.
- No ja myślę. Muszę już was pożegnać dziewczyny, może potem do was przyjadę - kobieta wyszła z domu.
Klapnełyśmy we trójkę na kanapie. Dlaczego akurat my?! Jade obejmowała mnie ramieniem, i nerwowo obgryzała paznokcie. Trąciłam ją lekko.
- Spieprzaj... - powiedziała cicho.
- Kiedy jedziemy do Wielkiej Brytanii? - zapytałam.
- Wybieracie się na wyspy? - wtraciła się Jess.
- Na 2-3 tygodnie.
- Wiecie... Trochę dziwnie by wyglądało, gdybyście tylko wy poleciały... Ja i Lee też się wybierzemy.
- A Jordan? - zapytała Poopey.
- Pieprzyć frajera. - odparła obojętnie.
- Nie wnikam...
Nagle do domu wpadła zdenerwowana Leigh.
- Paparazzi... Paparazzi wszędzie.... - powiedziała.
- Leigh, jedziesz z nami do Wielkiej Brytanii? - zapytała Jadey sięgając po komputer.
- Chętnie.
- Rozmowy rozmowami... - zaczęłam - ale ja jestem głodna!
- To sobie zrób - odparły jednocześnie.
- Ale ja nie chce!!! - wstałam z miejsca i zaczęłam tupać nogą o ziemię.
- Pezz, skarbie, kocham cię, ale nic ci to nie pomoże - rzekła powoli Jade nie patrząc na mnie.
Strzeliłam "focha" i usiadłam na blacie w kuchni. Miałam jeszcze jednego asa w rękawie. Rzadko działał, ale warto spróbować. Zaczęłam głośno "płakać" i się drzeć. Po chwili do kuchni weszła Jesy.
- Czego drzesz tego ryja? - krzyknęła.
- Zrobisz mi kanapke? - zapytałam kiedy skończyłam.
- Nie - i wyszła.
Zaczęłam jeszcze głośniej wyć. Po kilku minutach, do kuchni wparowała Leigh.
- Zamknij morde! - przekrzyczała mnie.
- A zrobisz mi kanapke?
- Zrobię, tylko bądź już cicho.
Lee zrobiła mi dwie kanapki z żółtym serem. Kiedy jadłam, nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Modest... Nie chciałam odbierać, ale musiałam.
- Halo?
- Co wy odpierdalacie?! - usłyszałam w słuchawce.
- Ten pocałunek nie był na prawdę. To photoshop.
- Ja myślę. Jeżeli byłaby to prawda, Modest zrywa z wami umowę - odparł i się rozłączył.
Jebany gbur. Wzięłam resztę kanapek, i poszłam do dziewczyn. Była już 10. Jade, Jesy i Leigh rozmawiały o naszej podróży do Wielkiej Brytanii.
- Mamy zarezerwowane bilety na 25 kwietnia - powiedziała Poopey.
- Czyli za tydzień? - chciałam się upewnić.
- Tak, za tydzień.
Usiadłam obok nich. Nudziło mi się. W końcu powiedziałam:
- Za cicho tu...
- Chcesz mieć dziecko? - zapytała Jadey z szeroko otwartymi oczami.
- Jak tak, to nie do nas te zażalenia... - odparła Jesy.
- No, chciałabym, ale jeszcze nie - uśmiechnęłam się - chodziło mi o psa, albo kota...
- Psa albo kota?! Nie rozumiem, po co ludziom jakiekolwiek zwierzęta... - rzekła Leigh.
- Ale ja chceeeee! - znowu zaczęłam tupać nogami o ziemię.
- Weźmy jej tego psa, niech tylko zamknie tego ryja! - wycedziła Jesy przez zęby.
- Ohh, kocham was.
- Ale mnie chyba bardziej? - zapytała Jade.
- No oczywiście - potwierdziłam i pocałowałam ją lekko.

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 2. - But I'm hungry... - No! You're fat!

(Perrie)
Kiedy się obudziłam, zegar w pokoju Jade wskazywał 11. Na swoich nagich piersiach, czułam jej małą głowę. Uwielbiam zapach jej włosów. Pachnął taką wiśnią. Delikatnie je głaskałam.Po chwili Poopey podniosła głowę. Położyła się obok mnie. Splotła nasze dłonie.
- Cześć - szepnęła.
- Hej - odparłam cicho.
- Jak spałaś?
- Może być. A ty?
- Świetnie, bo z tobą - uśmiechnęła się.
- Ooo, miło - pocałowałam ją lekko.
- Wstajemy?
 - Yhym.
Wstałyśmy z łóżka. Ubrałyśmy szlafroki. Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Zastrzeżony. Mimo tego postanowiłam odebrać.
- Halo?
- Wiem o tobie i Jade. 10 tyś. na wieczór w koszu, w parku.
- Skąd masz mój numer? - zapytałam, ale rozmówca się rozłączył.
Usiadłam na łóżku. Wgapiałam się kokardkową tapetę w pokoju Jadey. Brunetka szybko dosiadła się do mnie.
- Kto to?
- Jakiś ktoś... Chce 10 tyś... Wie o nas...
Jade wstała. Zaczęła chodzić w tę i z powrotem po pokoju.
- Musimy dać mu te pieniądze - powiedziała.
- To zły pomysł. Może zgłosimy to na policję?
- I co im powiemy? Jakiś gościu chce od nas kasę, bo wie że jesteśmy lesbijkami?
To mnie zaskoczyło. Pierwszy raz usłyszałam z ust Jade słowo lesbijki. Nia spodziewałam się tego po niej.
- Może masz rację...
- Pewnie, że mam - Poopey podeszła do mnie - a teraz chodź, bo jestem głodna.
- Ta tylko o żarciu....
Złapałam ją za rękę, i zeszłyśmy na dół. Leig siedziała na Twiterze, a Jess ćwiczyła. Można jej 100 razy powtarzać że jest chuda, a ona nadal swoje. No trudno...
- Ktoś o nas wie.... - powiedziała zdenerwowana Jade.
- Ale jak to? - zapytała Lee.
- Jakiś kretyn do mnie zadzwonił. 10 tyś. dzisiaj do parku. - rzekłam.
- Zapłacicie mu?
- A mamy wyjście?
- Dołożymy się wam - Jesy przerwała ćwiczenia.
- Nie musicie, poradzimy sobie...
- Ale chcemy. No nie, Leigh?
Murzynka pokiwała głową. Jade zrobiła mi i sobie śniadanie. Potem poszłam do banku po pieniądze. Potem zostało nam tylko czekać...
 (Jade)
Co za szuja o nas wie?! Oczy bym mu wydrapała... Leżałam z Pezz na jej łóżku. Blondynka obejmowała mnie.
- Serio chcemy zapłacić? - zapytała.
- Tak. Nie mamy wyjścia...
- Ale jak zapłacimy, to on będzie chciał więcej! - Pezz usiadła na łóżku.
- Uwierz mi, że nie. A teraz połóż się, bo mi zimno bez ciebie.
- Która godzina? - zapytała kładąc się.
- Dopiero 3. Chodźmy spać.
Perrie położyła się obok mnie. Po chwili obie zasnęłyśmy...
- Jade, wstawaj! - krzyknęła.
- Co się stało?!
- Już 8. Idziemy tam razem.
- Ale ja jestem głodna....
- Nie! Jesteś gruba! Chodź, potem coś zjemy.
Zeszłyśmy na dół. Na stole czekała już paczka z pieniędzmi. Kiedy wyszłyśmy z domu, złapałam Perrie za rękę. Ona znacząco się popatrzyła na nasze splecione dłonie.
- No co? Jak dziewczyny się trzymają za ręce, to to jest normalne... - powiedziałam.
Doszłyśmy na miejsce. Pezz rozglądnęła się, i wrzuciła paczkę do kosza.
- Zabieram cię, na kolację - powiedziała romantycznie.
- A gdzie?
- Do McDonalda - uśmiechnęła się.
Ja prychnęłam.
- No co? Nie wzięłam więcej kasy...
- No dobra. Chodźmy do tego McSyfu - zaśmiałam się.

wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 1. I love you too

(Perrie)
- Pezz... - usłyszałam nad sobą cieniutki, zaspany głos.
Od razu go rozpoznałam. Uśmiechnęłam się. To była Jade. Moja gwiazda. Moje oczko w głowie. Jednym słowem, osoba dzięki której się uśmiecham. Nie chciało mi się wstawać. Odwróciłam się na drugi bok.
- Wstawaj grubasie - brunetka odwróciła mnie na plecy.
- Nie - odparłam i zamknęłam oczy.
Dziewczyna pochyliła się nademną. Otworzyłam jedno oko, i ujrzałam jej wielkie, brązowe paczałki. Po chwili złożyła na moich ustach delikatny pocałunek.
- Teraz mogę wstać - uśmiechnęłam się.
- To szybko. Mamy dzisiaj wywiad.
- Ale ja nie chcę... Znowu będziemy udawać że jesteśmy TYLKO przyjaciółkami... Jestem już tym zmęczona... - usiadłam na łóżku.
 - Pezz, ja też nie chcę, ale musimy. Jeszcze kilka miesięcy - Jadey musnęła wargami o moją szyję.
Wyskoczyła z łóżka. Miała na sobie skąpą bieliznę. Przynajmniej miała na sobie więcej niż ja... Założyła szlafrok i kucnęła obok łóżka.
- Chcesz śniadanie? - szepnęła.
Pokiwałam głową. Jade wyszła z pokoju. Modest... Pieprzony Modest... Mam dość. Tak, Zayn jest moim bliskim przyjacielem, ale nie chcę całować się z nim przy reporterach, przytulać go... To dla mnie... obleśne. Powoli wywlekłam się z łóżka. Założyłam mój męski dres. Zeszłam na dół. Moja kochana Poopey stała przy blacie kuchennym i robiła kanapki. Objęłam ją od tyłu i pocałowałam w policzek.
- Gdzie reszta, mój ranny ptaszku? - zapytałam cicho.
- Śpią.
- Ale nie mamy wywiadu?
- Nie. Poprostu nie chciało mi się spać, i chciałam cię postawić na nogi - uśmiechnęła się.
- Ty małpo!
- Ja też cię kocham - odwróciła się i złożyła na moich ustach pocałunek.
Odwzajemniłam gest. Jade wplotła ręce w moje blond włosy. Nasze pocałunki stawały się coraz namiętniejsze.
- Oooo, jak słodko - usłyszałyśmy.
Lekko oderwałyśmy się od siebie. Objęłam Poopey ramieniem.
- Hej - powiedziałam.
- Przepraszam, że wam przerwałam.... - rzekła Jesy.
- Nie ma za co.... - odparła Jade i kontynuowała robienie śniadania.
- Mi też zrób! - krzyknęła Nelson idąc do łazienki.
Pomogłam Jadey w robieniu śniadania. Przez ten czas, ani raz nie spojrzała mi w oczy.
- Co się stało? - złapałam ją za rękę.
- Ja... Krępuję się, kiedy np. się całujemy i wchodzi Jesy, jak przedtem...
- Dlaczego? One o nas wiedzą, nie musisz się tym przejmować.
- Może masz rację...
- Pewnie że mam. Idziemy na spacer?
- No pewnie. A tak poza tym: seksownie ci w tym dresie - uśmiechnęła się.
- Ale i tak jesteś moim seksiakiem - pocałowałam ją lekko.
Poszłyśmy się ubrać na górę. Doradziłam jej, żeby ubrała czerwony T-shirt, czarne rurki i brązowe trampki. Mimo że był wiosenny dzień, w Los Angeles było nie najcieplej. Kiedy zeszłyśmy, Leigh jadła śniadanie, a Jess przeglądała naszego wspólnego Twittera.
- Nasz dwie gołąbeczki przyszły - powiedziała Jessica.
- Idziemy na spacer - oznajmiłam.
Zanim wyszłyśmy, przed drzwiami Jade odwróciła się w moją stronę i pocałowała mnie.
- Pora założyć maski przyjaciółek - szepnęła.
Puściłam jej rękę i wyszłyśmy z domu...
(Jade)
Ja też miałam dość Modest. Teoretycznie, wogóle nie miałyśmy własnego zdania. Ja naprawdę kocham Perrie... Ale jak się do tego przyznamy, na pewno stracimy naszych Mixers.
- O czym myślisz? - "obudziła" mnie Pezz, kiedy doszłyśmy do parku.
- O nas...
-PERRIE I JADE?! - ktoś krzyknął za naszymi plecami.
Odwróciłyśmy się. Zobaczyłyśmy dziewczynkę, ok. 11 lat. Miała koszulkę z logo Little Mix. Najwyraźniej była naszą fanką.
- Tak, to my - potwierdziła Perrie.
- Możecie spełnić moje marznie? - zapytała nieśmiało.
- Oczywiście - odparłam.
- Choruję na raka płuc... Lekarze nie dają mi większych szans... Moim marzeniem, jest spędzić jeden dzień z Little Mix. Tylko jeden...
- No pewnie - uśmiechnęła się Pezz - gdzie twoja mama?
- Nie żyje... Zajmuje się mną ciotka.... Tata jest w więzieniu... - po policzku małej poleciała łza.
- Jak masz na imię? - zapytałam.
- Olivia...
- Hej, nie płacz już - Perrie kucnęła do dziewczynki i otarła jej łzy, kiedy Olivia się zupełnie rozpłakała.
- Spełnimy twoje marznie. A gdzie jest twoja ciocia? - zapytałam.
- Jest w pracy... Kiedy pracuje, ja praktycznie zajmuję się sama sobą...
- Wyślij cioci SMSa, że nas spotkałaś i że przyjdziesz trochę później. Potem cię odwiozę. A teraz idziemy do naszego domu.
Wzięłam dziewczynkę za rękę, a Perrie za drugą. Przez całą drogę rozmawiałyśmy z dziewczynką. Kilka razy, za pomocą mojej Pezz, Olivia uśmiechnęła się. Kiedy weszłyśmy do domu, Edwards krzyknęła:
- Leigh! Jesy! Mamy gościa...
Szybko przybiegły na dół. Opowiedziałyśmy im historię Olivii. Wzruszyły się. Około 11, zadzwonił telefon dziewczynki. To była jej ciotka.
- Tak... Tak... Dziękuję ciociu... - rozmawiała - Ciotka się zgodziła - dodała, kiedy przestała rozmawiać.
- No to świetnie - powiedziała Leigh.

Po kilku godzinach zabawy z Olivią, byłam padnięta. Biegałyśmy po całym domu, krzyczałyśmy i robiłyśmy zdjęcia. O 5, dziewczynka powiedziała:
- Ja już nie mogę dłużej być... Dziękuję wam, żegnajcie....
- Czekaj, odwiozę cię! - zawołała Pezz.
- To ja pojadę z wami - dodałam.
Kiedy odwiozłyśmy jedenastolatkę do domu, Perrie powiedziała jeszcze w aucie:
- Byłabyś świetną matką...
- Ty też - pochyliłam się, żeby ją pocałować.
- Jade, jeszcze by nas ktoś zobaczył....
- Tak, przepraszam....
Dojechałyśmy do domu. Jak weszłyśmy do domu, natknęłyśmy się na kartkę na blacie kuchennym: "Macie dom dla siebie. Nami się nie przejmujcie. Jesy i Leigh".
- No to freedom - uśmiechnęła się Pezz i podeszła do mnie.
- Freedom - powtórzyłam i namiętnie pocałowałam blondynkę...


To mamy rozdział pierwszy :) jeżeli będziesz czytać tego bloga, zostaw komentarz, chociaż anonimowy ;)

Prolog

Perrie Edwards i Zayn Malik udają przed światem kochającą parę. Jednak Perrie, skrywa tajemnicę.... Jest bowiem zakochana z wzajemnością w Jade. Wiedzą o tym tylko ich koleżanki z Little Mix: Jesy i Leigh, oraz Zayn, który jest najlepszym przyjacielem Pezz. Ale związek ten jest coraz trudniej ukryć. Co z tego wyniknie?

Zapraszam do czytania :)