(Jade)
- No pacz jaki jest słodki... - Perrie cały czas truła mi dupę, jakiego ma słodkiego pieska.
- Pezz, powtarzasz to 122423132434 raz...
- Jak ty to zliczyłaś? - otworzyła szeroko oczy.
- Jestę modrę - uśmiechnęłam się.
Wracałyśmy z Jess i Leigh ze sklepu zoologicznego. Perrie wybrała sobie słodkiego szpica miniaturowego. Dała mu na imię Hatchi. Postanowiłyśmy, że nie będziemy go pokazywać światu, dopiero jak Zayn przyjedzie Pezz. W sensie, że niby ich.
- Jestem głodna... - powiedziała Perrie.
- Jak zawsze - odprarła Lee.
- Ja pierdziele, nie można z małymi dziećmi nigdzie pojechać, bo od razu by żarły... - powiedziała Jesy.
- Happy Meala z zabawką!! - zawołała Perrie udając dziecko.
- Tyle żarcia w domu a ty byś tylko jadła w Fast Foodach. Gruba będziesz - krzyknęłam.
- Hatchi cie nie lubi...
- Ja też go nie lubię... - odparłam.
- No to albo zaczniesz, albo z nami koniec! - to przerodziło się w kłótnie.
- Aha, czyli wolisz jakiegoś kundla, ode mnie?!
- Tylko nie kundla! To jest szpic miniaturowy!
- Chuj mnie to obchodzi!
- Chodź Hatchi, idziemy od tej złej pani... - powiedziała Perrie.
Odwróciła się na pięcie i poszła z pieskiem i w drugą stronę. Pfff, ona myślała, że będę za nią szła? Myli się... Nie no, nie myli się. Nie mogę bez niej żyć. Ona jest moim życiem...
- Pezz, zaczekaj... - pobiegłam za nią.
- Co?
- Chodź. Musimy pogadać w domu. Nie tu. Nie teraz.
Blondynka odwróciła się. Poszła za mną. Leigh i Jesy nigdzie nie było. Pewnie już poszły. No trudno. Szybko doszłyśmy do domu.
- Widzisz Hatch? To twój nowy domek... - powiedziała Perrie, kładąc pieska na ziemię.
- Pezz, przepraszam cię. Nie jesteś gruba, a Hatchi jest kochany. Ale nie tak jak ty. Kocham cię. Jesteś moim życiem. Nie umiem bez ciebie żyć. Jesteś moim narkotykiem - podeszłam do blondynki bardzo blisko.
- Ohh, Jadey, to było miłe. Ja sądzę tak samo. Ten X-Factor zmienił moje życie. Nie dlatego, że wygrałyśmy. Dlatego, że mam ciebie. Ja też cię kocham. I to bardzo - Perrie pocałowała mnie po tych słowach.
Tak jakoś, Jesy i Lee zniknęły. Odwzajemniałam namiętne pocałunki Pezz. Po chwili, obie leżałyśmy u niej, na łóżku.
- Perrie...
- Tak kochana?
- Ty serio chcesz mieć dziecko? - zapytałam.
- Tak. Ale jeszcze nie. Little Mix jest dla mnie najważniejsze. Znaczy, po tobie...
(Perrie)
Strasznie chciałam mieć dziecko. Tak, w tak młodym wieku... Ale jestem związana z Jade.
- Bo wiesz... Cieszę się, że tak mówisz.
- Nie chcesz mieć ze mną dziecka? - zasmuciłam się.
- Z tobą chcę. Ale też jeszcze nie. Boję się. Ta odpowiedzialność...
- Nie bój się. Przecież jestem z tobą i nigdy cię nie zostawię - pochyliłam się nad nią.
- I tak mamy teraz umowę z Modest i musimy się ukrywać.
- Jebane nieroby.... Pracujemy tylko dla nich! - krzyknęłam.
- Perrie, przecież wiesz że nie lubię kiedy przeklinasz...
- Wybaczysz mi?
- Tak, ale mnie pocałuj.
Spełniłam życzenie dziewczyny. Ona zaczęła odwzajemniać pocałunki. Stawały się coraz bardziej namiętne, a nasze oddechy krótkie. Po chwili jednak przerwałam to i pokiwałam przecząco głową.
- Nie jestem już dla ciebie atrakcyjna? - zapytała.
- Jesteś aż za bardzo - uśmiechnęłam się.
Położyłam się obok niej. Brunetka położyła swoją pachnącą wiśniami głowę na moich piersiach. Delikatnie gładziłam rękę jej włosy.
- Pamiętasz finał X-Factora? - zapytała nagle.
- Jak dzisiaj. Ale być stres.
- A pamiętasz co się stało jeszcze tej samej nocy? - Jade zrobiła "brewki".
- Najlepsza noc w całym życiu. Wtedy odkryłyśmy nasze przeznaczenie.
- Długo to przed sobą ukrywałyśmy. Ale przed miłością nie da się uciec,
Zapadła cisza. Nagle Jade ją przerwała:
- Idę siku. Zaraz przyjdę.
Poopey stanęła na łóżku i przeskoczyła przeze mnie na podłogę. Za to Hatchi do mnie przybiegł.
- Chodź mój mały. Od teraz ty jesteś moim dzieckiem.
Piesek położył się obok mnie.
- Jade! Znalazłam dziecko dla nas! - krzyknęłam.
- Jakie dziecko? - zapytała wchodząc do pokoju.
- Hatchi jest naszym małym dzidziusiem - powiedziałam, jakbym była ułomna.
- Ok, ale ja jestem mamą.
- Pfff, chyba żartujesz. Ja go kupiłam, czyli urodziłam, a ty jesteś starsza...
- Niech ci będzie.
Jade położyła się obok Hatchiego.
- Mam ochotę na prysznic - powiedziała namiętnie.
- To idź - odparłam bawiąc się z Hatchcim.
Brunetka chrząknęła znacząco.
- A no tak... Chodźmy - wstałam z łóżka.
- A co z naszym dzieckiem?
Zapauzowałam na chwilę. Zastanowiłam się.
- Ma teraz drzemkę.
- No skoro tak mówisz, MAMO -zaakcentowała to ostatnie słowo.
Uśmiechnęłam się. Pomogłam Poopey wstać z łóżka. Złapałyśmy się za ręce, i powoli skierowałyśmy się do łazienki...
No to mamy już 4. rozdział ;D Chcecie jakiś wypadek, czy coś? xd
Super :D A co do wypadku to nie mam zdania :/
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz, bardzo mi się podoba twój blog
OdpowiedzUsuńCzekam na next :D