czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 5. And you watch Zayn...

(Perrie)
- Zrób mi coś do jedzenia - powiedziałam do Jade, kiedy wychodziłyśmy z łazienki.
- Pff, jeszcze czego.
- To nam też możesz zrobić! - zawołała Jesy.
- Gdzie byłyście? - zapytałam.
- Na mini zakupach. Kupiłyśmy ubranko dla Hatchiego - uśmiechnęła się.
- Hatchi, słyszałeś? Chodź piesku.
"Dziecko" przybiegło do nas. Wzięłam.go na ręce. Ubranko było troche takie sportowe, w czerwonym kolorze. Ładnie na nim to wyglądało. Hatchiemu też sie podobało. Merdał przyjemnie ogonem.
- Jade, mówiłam że jestem.głodna!
- Traktujesz mnie jak kure domową i tylko sie na mnie drzesz!
- Ale ja tu umrę z głodu...
- My też! - zawołały Leigh i Jesy.
- Matko... Wy mnie tu wykorzystujecie - jęknęła brunetka.
- Kocham cię - powiedziałam i dałam jej całusa w policzek.
- Spieprzaj...
Usiadłam na fotelu i włączyłam jakiś reallity show.
- Chodźcie! - zawołała.
We czwórkę zasiadłyśmy do stołu.
- Jade, pojedźmy na jakieś zakupy - poprosiłam.
 - Matko, znowu? Ja już nie mam siły z tobą po tych sklepach łazić... - jęknęła.
- Masz, tylko nie wiesz. Musimy sobie kupić jakieś ubrania, jak będziemy lecieć do Anglii.
- Ale mała masz tych ciuchów?
- Jade proszę, proszę, proszę, proszę - zrobiłam oczy pieska.
- Ugh, no dobra...
Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Kurwa, Louis Tomlinson... On nie wiedział, że Zerrie to fake.
- No hej przystojniaku - odebrałam z udawanym uśmiechem.
- Siemka królewno. Słyszałem, że się pokłóciłaś z Zaynem.
- Co? - zaprzeczyłam. - To nie prawda! Ja i Zayn jesteśmy normalną parą.
- No, to dobrze. Pilnuj się - słyszałam, że Louis się zaśmiał.
- A ty pilnuj Zayna... - rozłączyłam się.
 Dokończyłyśmy posiłek, i ja i Jadey wyszłyśmy z domu.
- Perrie, daje ci godzinę - powiedziała na wstępie.
- Nie, Jade, proszę, półtorej... Może ci kupię nowe kokardki...
- Ugh, no dobra - powtórzyła.
(trzy godziny później, Jade)
- Miałyśmy być dwie godziny krócej! - krzyknęłam.
- Jade, kochana, nie denerwuj się. Przecież kupiłam ci kokardki - powiedziała wchodząc do domu.
Nagle zadzwonił telefon blondynki. Odłożyła torby i nacisnęła zieloną słuchawkę. Głos w telefonie chwilę mówił, a Perrie przestała się uśmiechać. Zacisnęła wargi.
- Ktoś chce się umówić na wywiad - syknęła, zakrywając ręką telefon.
- Daj mi telefon - Jesy "wyrwała" jej go z ręki. - Tak, może pan przyjechać... Jutro? To świetnie. Napewno będziemy w domu - rozłączyła się.
- Dlaczego go zaprosiłaś? - zapytałam.
- Zaprzeczycie waszemu związkowi - oddała Edwards telefon. Podeszła do nas. - Perrie, Jade, wiem że wam z tym źle, ale dacie radę. Jesteście silne. Dacie radę.
- Damy radę? - spojrzałam na Pezz.
- Oczywiście - blondynka pocałowała mnie lekko.
(następny dzień)
Obudziłam się o 6. Sama nie wiem dlaczego. Chyba dlatego, że się denerwowałam. Perrie spała obok mnie słodko, na brzuchu. Okryłam jej nagie plecy kocem. Po cichu wyślizgnęłam z łóżka. Po chuja tak krótko spałam? Zeszłam na dół. Syf był dosłownie wszędzie. Chipsy porozwalane wszędzie. Ile Perrie może tego świństwa żreć?  Fuuuu.
Zaczęłam ogarniać dom. Skończyłam gdzieś o 8. Ale mi się za bardzo nudziło. Zjadłam jakieś śniadanie, i pobiegłam do mojego pokoju, w którym spała Pezz. Szybko wskoczyłam na jej plecy.
- Kurwa, Jade! - wrzasnęła.
- Ciszej, moja mała, zaraz wszystkich obudzisz.. - wyszeptałam jej do ucha, delikatnie go pogryzając.
- Co proponujesz? - próbowała podnieść głowę, ale od razu walnęłam nią o poduszkę. - Ostro widzę - zaśmiała się.
- Ostro - mruknęłam i zaczęłam jej robić masaż. - O której ten facet od wywiadu ma przyjechać?
- Nnnn... Nie wiemmm... - Perrie zawsze się jąkała w takich momentach. - Chh, chhybbba o 14...
- Mamy jeszcze dużo czasu - delikatnie zaczęłam całować jej szyję, zjeżdżając coraz niżej...

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 4. Jade! I found us a baby!

(Jade)
- No pacz jaki jest słodki... - Perrie cały czas truła mi dupę, jakiego ma słodkiego pieska.
- Pezz, powtarzasz to 122423132434 raz...
- Jak ty to zliczyłaś? - otworzyła szeroko oczy.
- Jestę modrę - uśmiechnęłam się.
Wracałyśmy z Jess i Leigh ze sklepu zoologicznego. Perrie wybrała sobie słodkiego szpica miniaturowego. Dała mu na imię Hatchi. Postanowiłyśmy, że nie będziemy go pokazywać światu, dopiero jak Zayn przyjedzie Pezz. W sensie, że niby ich.
- Jestem głodna... - powiedziała Perrie.
- Jak zawsze - odprarła Lee.
- Ja pierdziele, nie można z małymi dziećmi nigdzie pojechać, bo od razu by żarły... - powiedziała Jesy.
- Happy Meala z zabawką!! - zawołała Perrie udając dziecko.
- Tyle żarcia w domu a ty byś tylko jadła w Fast Foodach. Gruba będziesz - krzyknęłam.
- Hatchi cie nie lubi...
 - Ja też go nie lubię... - odparłam.
- No to albo zaczniesz, albo z nami koniec! - to przerodziło się w kłótnie.
- Aha, czyli wolisz jakiegoś kundla, ode mnie?!
- Tylko nie kundla! To jest szpic miniaturowy!
- Chuj mnie to obchodzi!
- Chodź Hatchi, idziemy od tej złej pani... - powiedziała Perrie.
Odwróciła się na pięcie i poszła z pieskiem i w drugą stronę. Pfff, ona myślała, że będę za nią szła? Myli się... Nie no, nie myli się. Nie mogę bez niej żyć. Ona jest moim życiem...
- Pezz, zaczekaj... - pobiegłam za nią.
- Co?
- Chodź. Musimy pogadać w domu. Nie tu. Nie teraz.
Blondynka odwróciła się. Poszła za mną. Leigh i Jesy nigdzie nie było. Pewnie już poszły. No trudno. Szybko doszłyśmy do domu.
- Widzisz Hatch? To twój nowy domek... - powiedziała Perrie, kładąc pieska na ziemię.
- Pezz, przepraszam cię. Nie jesteś gruba, a Hatchi jest kochany. Ale nie tak jak ty. Kocham cię. Jesteś moim życiem. Nie umiem bez ciebie żyć. Jesteś moim narkotykiem - podeszłam do blondynki bardzo blisko.
- Ohh, Jadey, to było miłe. Ja sądzę tak samo. Ten X-Factor zmienił moje życie. Nie dlatego, że wygrałyśmy. Dlatego, że mam ciebie. Ja też cię kocham. I to bardzo - Perrie pocałowała mnie po tych słowach.
Tak jakoś, Jesy i Lee zniknęły. Odwzajemniałam namiętne pocałunki Pezz. Po chwili, obie leżałyśmy u niej, na łóżku.
- Perrie...
- Tak kochana?
- Ty serio chcesz mieć dziecko? - zapytałam.
- Tak. Ale jeszcze nie. Little Mix jest dla mnie najważniejsze. Znaczy, po tobie...
(Perrie)
Strasznie chciałam mieć dziecko. Tak, w tak młodym wieku... Ale jestem związana z Jade.
- Bo wiesz... Cieszę się, że tak mówisz.
- Nie chcesz mieć ze mną dziecka? - zasmuciłam się.
- Z tobą chcę. Ale też jeszcze nie. Boję się. Ta odpowiedzialność...
- Nie bój się. Przecież jestem z tobą i nigdy cię nie zostawię - pochyliłam się nad nią.
- I tak mamy teraz umowę z Modest i musimy się ukrywać.
- Jebane nieroby.... Pracujemy tylko dla nich! - krzyknęłam.
- Perrie, przecież wiesz że nie lubię kiedy przeklinasz...
- Wybaczysz mi?
- Tak, ale mnie pocałuj.
Spełniłam życzenie dziewczyny. Ona zaczęła odwzajemniać pocałunki. Stawały się coraz bardziej namiętne, a nasze oddechy krótkie. Po chwili jednak przerwałam to i pokiwałam przecząco głową.
- Nie jestem już dla ciebie atrakcyjna? - zapytała.
- Jesteś aż za bardzo - uśmiechnęłam się.
Położyłam się obok niej. Brunetka położyła swoją pachnącą wiśniami głowę na moich piersiach. Delikatnie gładziłam rękę jej włosy.
- Pamiętasz finał X-Factora? - zapytała nagle.
- Jak dzisiaj. Ale być stres.
- A pamiętasz co się stało jeszcze tej samej nocy? - Jade zrobiła "brewki".
- Najlepsza noc w całym życiu. Wtedy odkryłyśmy nasze przeznaczenie.
- Długo to przed sobą ukrywałyśmy. Ale przed miłością nie da się uciec,
Zapadła cisza. Nagle Jade ją przerwała:
- Idę siku. Zaraz przyjdę.
Poopey stanęła na łóżku i przeskoczyła przeze mnie na podłogę. Za to Hatchi do mnie przybiegł.
- Chodź mój mały. Od teraz ty jesteś moim dzieckiem.
Piesek położył się obok mnie.
- Jade! Znalazłam dziecko dla nas! - krzyknęłam.
- Jakie dziecko? - zapytała wchodząc do pokoju.
- Hatchi jest naszym małym dzidziusiem - powiedziałam, jakbym była ułomna.
- Ok, ale ja jestem mamą.
- Pfff, chyba żartujesz. Ja go kupiłam, czyli urodziłam, a ty jesteś starsza...
- Niech ci będzie.
Jade położyła się obok Hatchiego.
- Mam ochotę na prysznic - powiedziała namiętnie.
- To idź - odparłam bawiąc się z Hatchcim.
Brunetka chrząknęła znacząco.
- A no tak... Chodźmy - wstałam z łóżka.
- A co z naszym dzieckiem?
Zapauzowałam na chwilę. Zastanowiłam się.
- Ma teraz drzemkę.
- No skoro tak mówisz, MAMO -zaakcentowała to ostatnie słowo.
Uśmiechnęłam się. Pomogłam Poopey wstać z łóżka. Złapałyśmy się za ręce, i powoli skierowałyśmy się do łazienki...

No to mamy już 4. rozdział ;D Chcecie jakiś wypadek, czy coś? xd

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 3. Do you want to have a baby?

(Jade)
Udałyśmy się w stronę najbliższego McDonalda.Kiedy jadłyśmy, ludzie robili nam zdjęcia. Co w tym dziwnego? Człowiek już nie może zjeść normalnego posiłku w restauracji? A nawet w Fast Foodzie?
- Jadey... - wyrwał mnie głos Perrie.
- Tak?
- Mam ochotę odwiedzić Anglię. Stęskniłam się z mamą i Jonnie'm.
- Możemy pojechać, myślisz że Leigh i Jess z nami pojadą? - zapytałam.
- Jesy na pewno nie zostawi Jordana. A Leigh nie wiem.
Gdy skończyłyśmy posiłek, przyszli fani, którzy chcieli zrobić sobie z nami zdjęcia. Wreszcie, o 10 wieczorem wyszłyśmy z McSyfu. Na ulicy nie było żywej duszy. Szczerze, to się trochę bałam. Chwyciłam Pezz za rękę. Ona uśmiechnęła się do mnie.
- Wiesz, cieszę się, że ciebie mam - szepnęła.
Rozglądnęłam się. Pusto. Pochyliłam się w stronę blondynki, i pocałowałam ją. Ona odwzajemniła gest. Po chwili, obie się od siebie oderwałyśmy. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Złapałyśmy się za ręce, i powoli poszłyśmy w stronę domu.
(Perrie, następny dzień rano)
Obudziłam się o 8 rano, w swoim łóżku. Poopey przy mnie nie było. Jeżeli o tej godzinie nie była przy mnie, to znaczyło że spała u siebie. Nagle do mojego pokoju wpadła zdenerwowana Jade. Jej ręce się trzęsły. Od razu przyszła się do mnie przytulić.
- Co się stało? - zapytałam.
- Wiedzą o nas. Pamiętasz, jak wczoraj wieczorem się pocałowałyśmy? - pokiwałam głową. - Ktoś nas widział...
Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Szybko zbiegłam na dół. Jesy kłóciła się właśnie z kimś przez telefon, że to zdjęcie to nie porozumienie. Na blacie zauważyłam gazetę, z nagłówkiem "Thirwall całuje Edwards w parku!". Przeczytałam artykuł, i zobaczyłam nasze zdjęcie. Byłam załamana. Nagle zadzwonił mój telefon. Zayn. One Direction mieli właśnie trasę Take me home po Europie.
- Halo? - odebrałam.
- Kotku, ledwo wyjechałem, a ty już mnie zdradzasz? - zapytał. On oczywiście wiedział o moim romansie z Jade.
- To już nawet za oceanem wiedzą? - jęknęłam.
- Tak. Spokojnie, powiem im, że przecież jesteśmy w szczęśliwym związku, i że to zdjęcie to photohop.
- Dzięki Zayn.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Musze lecieć, bo jesteśmy w Paryżu, i mnie wołają.
- Wyślij mi pocztówkę - zaśmiałam się.
- Wyślę - powiedział i rozłączył się.
Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam Jade. Stała, taka biedna w swojej różowej piżamie.
- To moja wina... Przepraszam.... - szepnęła.
- Nie masz za co. To jest też moja wina. Teraz trzeba to tylko wmówić mediom, że to photoshop.
- Jeden brukowiec załatwiony - podeszła do nas Jesy.
Nagle do domu wparowała nasza menadżerka. Była zdenerwowana.
- Co to ma być? - krzyknęła.
- To jest photoshop - powiedziała Jade.
- No ja myślę. Muszę już was pożegnać dziewczyny, może potem do was przyjadę - kobieta wyszła z domu.
Klapnełyśmy we trójkę na kanapie. Dlaczego akurat my?! Jade obejmowała mnie ramieniem, i nerwowo obgryzała paznokcie. Trąciłam ją lekko.
- Spieprzaj... - powiedziała cicho.
- Kiedy jedziemy do Wielkiej Brytanii? - zapytałam.
- Wybieracie się na wyspy? - wtraciła się Jess.
- Na 2-3 tygodnie.
- Wiecie... Trochę dziwnie by wyglądało, gdybyście tylko wy poleciały... Ja i Lee też się wybierzemy.
- A Jordan? - zapytała Poopey.
- Pieprzyć frajera. - odparła obojętnie.
- Nie wnikam...
Nagle do domu wpadła zdenerwowana Leigh.
- Paparazzi... Paparazzi wszędzie.... - powiedziała.
- Leigh, jedziesz z nami do Wielkiej Brytanii? - zapytała Jadey sięgając po komputer.
- Chętnie.
- Rozmowy rozmowami... - zaczęłam - ale ja jestem głodna!
- To sobie zrób - odparły jednocześnie.
- Ale ja nie chce!!! - wstałam z miejsca i zaczęłam tupać nogą o ziemię.
- Pezz, skarbie, kocham cię, ale nic ci to nie pomoże - rzekła powoli Jade nie patrząc na mnie.
Strzeliłam "focha" i usiadłam na blacie w kuchni. Miałam jeszcze jednego asa w rękawie. Rzadko działał, ale warto spróbować. Zaczęłam głośno "płakać" i się drzeć. Po chwili do kuchni weszła Jesy.
- Czego drzesz tego ryja? - krzyknęła.
- Zrobisz mi kanapke? - zapytałam kiedy skończyłam.
- Nie - i wyszła.
Zaczęłam jeszcze głośniej wyć. Po kilku minutach, do kuchni wparowała Leigh.
- Zamknij morde! - przekrzyczała mnie.
- A zrobisz mi kanapke?
- Zrobię, tylko bądź już cicho.
Lee zrobiła mi dwie kanapki z żółtym serem. Kiedy jadłam, nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Modest... Nie chciałam odbierać, ale musiałam.
- Halo?
- Co wy odpierdalacie?! - usłyszałam w słuchawce.
- Ten pocałunek nie był na prawdę. To photoshop.
- Ja myślę. Jeżeli byłaby to prawda, Modest zrywa z wami umowę - odparł i się rozłączył.
Jebany gbur. Wzięłam resztę kanapek, i poszłam do dziewczyn. Była już 10. Jade, Jesy i Leigh rozmawiały o naszej podróży do Wielkiej Brytanii.
- Mamy zarezerwowane bilety na 25 kwietnia - powiedziała Poopey.
- Czyli za tydzień? - chciałam się upewnić.
- Tak, za tydzień.
Usiadłam obok nich. Nudziło mi się. W końcu powiedziałam:
- Za cicho tu...
- Chcesz mieć dziecko? - zapytała Jadey z szeroko otwartymi oczami.
- Jak tak, to nie do nas te zażalenia... - odparła Jesy.
- No, chciałabym, ale jeszcze nie - uśmiechnęłam się - chodziło mi o psa, albo kota...
- Psa albo kota?! Nie rozumiem, po co ludziom jakiekolwiek zwierzęta... - rzekła Leigh.
- Ale ja chceeeee! - znowu zaczęłam tupać nogami o ziemię.
- Weźmy jej tego psa, niech tylko zamknie tego ryja! - wycedziła Jesy przez zęby.
- Ohh, kocham was.
- Ale mnie chyba bardziej? - zapytała Jade.
- No oczywiście - potwierdziłam i pocałowałam ją lekko.

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 2. - But I'm hungry... - No! You're fat!

(Perrie)
Kiedy się obudziłam, zegar w pokoju Jade wskazywał 11. Na swoich nagich piersiach, czułam jej małą głowę. Uwielbiam zapach jej włosów. Pachnął taką wiśnią. Delikatnie je głaskałam.Po chwili Poopey podniosła głowę. Położyła się obok mnie. Splotła nasze dłonie.
- Cześć - szepnęła.
- Hej - odparłam cicho.
- Jak spałaś?
- Może być. A ty?
- Świetnie, bo z tobą - uśmiechnęła się.
- Ooo, miło - pocałowałam ją lekko.
- Wstajemy?
 - Yhym.
Wstałyśmy z łóżka. Ubrałyśmy szlafroki. Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Zastrzeżony. Mimo tego postanowiłam odebrać.
- Halo?
- Wiem o tobie i Jade. 10 tyś. na wieczór w koszu, w parku.
- Skąd masz mój numer? - zapytałam, ale rozmówca się rozłączył.
Usiadłam na łóżku. Wgapiałam się kokardkową tapetę w pokoju Jadey. Brunetka szybko dosiadła się do mnie.
- Kto to?
- Jakiś ktoś... Chce 10 tyś... Wie o nas...
Jade wstała. Zaczęła chodzić w tę i z powrotem po pokoju.
- Musimy dać mu te pieniądze - powiedziała.
- To zły pomysł. Może zgłosimy to na policję?
- I co im powiemy? Jakiś gościu chce od nas kasę, bo wie że jesteśmy lesbijkami?
To mnie zaskoczyło. Pierwszy raz usłyszałam z ust Jade słowo lesbijki. Nia spodziewałam się tego po niej.
- Może masz rację...
- Pewnie, że mam - Poopey podeszła do mnie - a teraz chodź, bo jestem głodna.
- Ta tylko o żarciu....
Złapałam ją za rękę, i zeszłyśmy na dół. Leig siedziała na Twiterze, a Jess ćwiczyła. Można jej 100 razy powtarzać że jest chuda, a ona nadal swoje. No trudno...
- Ktoś o nas wie.... - powiedziała zdenerwowana Jade.
- Ale jak to? - zapytała Lee.
- Jakiś kretyn do mnie zadzwonił. 10 tyś. dzisiaj do parku. - rzekłam.
- Zapłacicie mu?
- A mamy wyjście?
- Dołożymy się wam - Jesy przerwała ćwiczenia.
- Nie musicie, poradzimy sobie...
- Ale chcemy. No nie, Leigh?
Murzynka pokiwała głową. Jade zrobiła mi i sobie śniadanie. Potem poszłam do banku po pieniądze. Potem zostało nam tylko czekać...
 (Jade)
Co za szuja o nas wie?! Oczy bym mu wydrapała... Leżałam z Pezz na jej łóżku. Blondynka obejmowała mnie.
- Serio chcemy zapłacić? - zapytała.
- Tak. Nie mamy wyjścia...
- Ale jak zapłacimy, to on będzie chciał więcej! - Pezz usiadła na łóżku.
- Uwierz mi, że nie. A teraz połóż się, bo mi zimno bez ciebie.
- Która godzina? - zapytała kładąc się.
- Dopiero 3. Chodźmy spać.
Perrie położyła się obok mnie. Po chwili obie zasnęłyśmy...
- Jade, wstawaj! - krzyknęła.
- Co się stało?!
- Już 8. Idziemy tam razem.
- Ale ja jestem głodna....
- Nie! Jesteś gruba! Chodź, potem coś zjemy.
Zeszłyśmy na dół. Na stole czekała już paczka z pieniędzmi. Kiedy wyszłyśmy z domu, złapałam Perrie za rękę. Ona znacząco się popatrzyła na nasze splecione dłonie.
- No co? Jak dziewczyny się trzymają za ręce, to to jest normalne... - powiedziałam.
Doszłyśmy na miejsce. Pezz rozglądnęła się, i wrzuciła paczkę do kosza.
- Zabieram cię, na kolację - powiedziała romantycznie.
- A gdzie?
- Do McDonalda - uśmiechnęła się.
Ja prychnęłam.
- No co? Nie wzięłam więcej kasy...
- No dobra. Chodźmy do tego McSyfu - zaśmiałam się.

wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 1. I love you too

(Perrie)
- Pezz... - usłyszałam nad sobą cieniutki, zaspany głos.
Od razu go rozpoznałam. Uśmiechnęłam się. To była Jade. Moja gwiazda. Moje oczko w głowie. Jednym słowem, osoba dzięki której się uśmiecham. Nie chciało mi się wstawać. Odwróciłam się na drugi bok.
- Wstawaj grubasie - brunetka odwróciła mnie na plecy.
- Nie - odparłam i zamknęłam oczy.
Dziewczyna pochyliła się nademną. Otworzyłam jedno oko, i ujrzałam jej wielkie, brązowe paczałki. Po chwili złożyła na moich ustach delikatny pocałunek.
- Teraz mogę wstać - uśmiechnęłam się.
- To szybko. Mamy dzisiaj wywiad.
- Ale ja nie chcę... Znowu będziemy udawać że jesteśmy TYLKO przyjaciółkami... Jestem już tym zmęczona... - usiadłam na łóżku.
 - Pezz, ja też nie chcę, ale musimy. Jeszcze kilka miesięcy - Jadey musnęła wargami o moją szyję.
Wyskoczyła z łóżka. Miała na sobie skąpą bieliznę. Przynajmniej miała na sobie więcej niż ja... Założyła szlafrok i kucnęła obok łóżka.
- Chcesz śniadanie? - szepnęła.
Pokiwałam głową. Jade wyszła z pokoju. Modest... Pieprzony Modest... Mam dość. Tak, Zayn jest moim bliskim przyjacielem, ale nie chcę całować się z nim przy reporterach, przytulać go... To dla mnie... obleśne. Powoli wywlekłam się z łóżka. Założyłam mój męski dres. Zeszłam na dół. Moja kochana Poopey stała przy blacie kuchennym i robiła kanapki. Objęłam ją od tyłu i pocałowałam w policzek.
- Gdzie reszta, mój ranny ptaszku? - zapytałam cicho.
- Śpią.
- Ale nie mamy wywiadu?
- Nie. Poprostu nie chciało mi się spać, i chciałam cię postawić na nogi - uśmiechnęła się.
- Ty małpo!
- Ja też cię kocham - odwróciła się i złożyła na moich ustach pocałunek.
Odwzajemniłam gest. Jade wplotła ręce w moje blond włosy. Nasze pocałunki stawały się coraz namiętniejsze.
- Oooo, jak słodko - usłyszałyśmy.
Lekko oderwałyśmy się od siebie. Objęłam Poopey ramieniem.
- Hej - powiedziałam.
- Przepraszam, że wam przerwałam.... - rzekła Jesy.
- Nie ma za co.... - odparła Jade i kontynuowała robienie śniadania.
- Mi też zrób! - krzyknęła Nelson idąc do łazienki.
Pomogłam Jadey w robieniu śniadania. Przez ten czas, ani raz nie spojrzała mi w oczy.
- Co się stało? - złapałam ją za rękę.
- Ja... Krępuję się, kiedy np. się całujemy i wchodzi Jesy, jak przedtem...
- Dlaczego? One o nas wiedzą, nie musisz się tym przejmować.
- Może masz rację...
- Pewnie że mam. Idziemy na spacer?
- No pewnie. A tak poza tym: seksownie ci w tym dresie - uśmiechnęła się.
- Ale i tak jesteś moim seksiakiem - pocałowałam ją lekko.
Poszłyśmy się ubrać na górę. Doradziłam jej, żeby ubrała czerwony T-shirt, czarne rurki i brązowe trampki. Mimo że był wiosenny dzień, w Los Angeles było nie najcieplej. Kiedy zeszłyśmy, Leigh jadła śniadanie, a Jess przeglądała naszego wspólnego Twittera.
- Nasz dwie gołąbeczki przyszły - powiedziała Jessica.
- Idziemy na spacer - oznajmiłam.
Zanim wyszłyśmy, przed drzwiami Jade odwróciła się w moją stronę i pocałowała mnie.
- Pora założyć maski przyjaciółek - szepnęła.
Puściłam jej rękę i wyszłyśmy z domu...
(Jade)
Ja też miałam dość Modest. Teoretycznie, wogóle nie miałyśmy własnego zdania. Ja naprawdę kocham Perrie... Ale jak się do tego przyznamy, na pewno stracimy naszych Mixers.
- O czym myślisz? - "obudziła" mnie Pezz, kiedy doszłyśmy do parku.
- O nas...
-PERRIE I JADE?! - ktoś krzyknął za naszymi plecami.
Odwróciłyśmy się. Zobaczyłyśmy dziewczynkę, ok. 11 lat. Miała koszulkę z logo Little Mix. Najwyraźniej była naszą fanką.
- Tak, to my - potwierdziła Perrie.
- Możecie spełnić moje marznie? - zapytała nieśmiało.
- Oczywiście - odparłam.
- Choruję na raka płuc... Lekarze nie dają mi większych szans... Moim marzeniem, jest spędzić jeden dzień z Little Mix. Tylko jeden...
- No pewnie - uśmiechnęła się Pezz - gdzie twoja mama?
- Nie żyje... Zajmuje się mną ciotka.... Tata jest w więzieniu... - po policzku małej poleciała łza.
- Jak masz na imię? - zapytałam.
- Olivia...
- Hej, nie płacz już - Perrie kucnęła do dziewczynki i otarła jej łzy, kiedy Olivia się zupełnie rozpłakała.
- Spełnimy twoje marznie. A gdzie jest twoja ciocia? - zapytałam.
- Jest w pracy... Kiedy pracuje, ja praktycznie zajmuję się sama sobą...
- Wyślij cioci SMSa, że nas spotkałaś i że przyjdziesz trochę później. Potem cię odwiozę. A teraz idziemy do naszego domu.
Wzięłam dziewczynkę za rękę, a Perrie za drugą. Przez całą drogę rozmawiałyśmy z dziewczynką. Kilka razy, za pomocą mojej Pezz, Olivia uśmiechnęła się. Kiedy weszłyśmy do domu, Edwards krzyknęła:
- Leigh! Jesy! Mamy gościa...
Szybko przybiegły na dół. Opowiedziałyśmy im historię Olivii. Wzruszyły się. Około 11, zadzwonił telefon dziewczynki. To była jej ciotka.
- Tak... Tak... Dziękuję ciociu... - rozmawiała - Ciotka się zgodziła - dodała, kiedy przestała rozmawiać.
- No to świetnie - powiedziała Leigh.

Po kilku godzinach zabawy z Olivią, byłam padnięta. Biegałyśmy po całym domu, krzyczałyśmy i robiłyśmy zdjęcia. O 5, dziewczynka powiedziała:
- Ja już nie mogę dłużej być... Dziękuję wam, żegnajcie....
- Czekaj, odwiozę cię! - zawołała Pezz.
- To ja pojadę z wami - dodałam.
Kiedy odwiozłyśmy jedenastolatkę do domu, Perrie powiedziała jeszcze w aucie:
- Byłabyś świetną matką...
- Ty też - pochyliłam się, żeby ją pocałować.
- Jade, jeszcze by nas ktoś zobaczył....
- Tak, przepraszam....
Dojechałyśmy do domu. Jak weszłyśmy do domu, natknęłyśmy się na kartkę na blacie kuchennym: "Macie dom dla siebie. Nami się nie przejmujcie. Jesy i Leigh".
- No to freedom - uśmiechnęła się Pezz i podeszła do mnie.
- Freedom - powtórzyłam i namiętnie pocałowałam blondynkę...


To mamy rozdział pierwszy :) jeżeli będziesz czytać tego bloga, zostaw komentarz, chociaż anonimowy ;)

Prolog

Perrie Edwards i Zayn Malik udają przed światem kochającą parę. Jednak Perrie, skrywa tajemnicę.... Jest bowiem zakochana z wzajemnością w Jade. Wiedzą o tym tylko ich koleżanki z Little Mix: Jesy i Leigh, oraz Zayn, który jest najlepszym przyjacielem Pezz. Ale związek ten jest coraz trudniej ukryć. Co z tego wyniknie?

Zapraszam do czytania :)