czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 2. - But I'm hungry... - No! You're fat!

(Perrie)
Kiedy się obudziłam, zegar w pokoju Jade wskazywał 11. Na swoich nagich piersiach, czułam jej małą głowę. Uwielbiam zapach jej włosów. Pachnął taką wiśnią. Delikatnie je głaskałam.Po chwili Poopey podniosła głowę. Położyła się obok mnie. Splotła nasze dłonie.
- Cześć - szepnęła.
- Hej - odparłam cicho.
- Jak spałaś?
- Może być. A ty?
- Świetnie, bo z tobą - uśmiechnęła się.
- Ooo, miło - pocałowałam ją lekko.
- Wstajemy?
 - Yhym.
Wstałyśmy z łóżka. Ubrałyśmy szlafroki. Nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Zastrzeżony. Mimo tego postanowiłam odebrać.
- Halo?
- Wiem o tobie i Jade. 10 tyś. na wieczór w koszu, w parku.
- Skąd masz mój numer? - zapytałam, ale rozmówca się rozłączył.
Usiadłam na łóżku. Wgapiałam się kokardkową tapetę w pokoju Jadey. Brunetka szybko dosiadła się do mnie.
- Kto to?
- Jakiś ktoś... Chce 10 tyś... Wie o nas...
Jade wstała. Zaczęła chodzić w tę i z powrotem po pokoju.
- Musimy dać mu te pieniądze - powiedziała.
- To zły pomysł. Może zgłosimy to na policję?
- I co im powiemy? Jakiś gościu chce od nas kasę, bo wie że jesteśmy lesbijkami?
To mnie zaskoczyło. Pierwszy raz usłyszałam z ust Jade słowo lesbijki. Nia spodziewałam się tego po niej.
- Może masz rację...
- Pewnie, że mam - Poopey podeszła do mnie - a teraz chodź, bo jestem głodna.
- Ta tylko o żarciu....
Złapałam ją za rękę, i zeszłyśmy na dół. Leig siedziała na Twiterze, a Jess ćwiczyła. Można jej 100 razy powtarzać że jest chuda, a ona nadal swoje. No trudno...
- Ktoś o nas wie.... - powiedziała zdenerwowana Jade.
- Ale jak to? - zapytała Lee.
- Jakiś kretyn do mnie zadzwonił. 10 tyś. dzisiaj do parku. - rzekłam.
- Zapłacicie mu?
- A mamy wyjście?
- Dołożymy się wam - Jesy przerwała ćwiczenia.
- Nie musicie, poradzimy sobie...
- Ale chcemy. No nie, Leigh?
Murzynka pokiwała głową. Jade zrobiła mi i sobie śniadanie. Potem poszłam do banku po pieniądze. Potem zostało nam tylko czekać...
 (Jade)
Co za szuja o nas wie?! Oczy bym mu wydrapała... Leżałam z Pezz na jej łóżku. Blondynka obejmowała mnie.
- Serio chcemy zapłacić? - zapytała.
- Tak. Nie mamy wyjścia...
- Ale jak zapłacimy, to on będzie chciał więcej! - Pezz usiadła na łóżku.
- Uwierz mi, że nie. A teraz połóż się, bo mi zimno bez ciebie.
- Która godzina? - zapytała kładąc się.
- Dopiero 3. Chodźmy spać.
Perrie położyła się obok mnie. Po chwili obie zasnęłyśmy...
- Jade, wstawaj! - krzyknęła.
- Co się stało?!
- Już 8. Idziemy tam razem.
- Ale ja jestem głodna....
- Nie! Jesteś gruba! Chodź, potem coś zjemy.
Zeszłyśmy na dół. Na stole czekała już paczka z pieniędzmi. Kiedy wyszłyśmy z domu, złapałam Perrie za rękę. Ona znacząco się popatrzyła na nasze splecione dłonie.
- No co? Jak dziewczyny się trzymają za ręce, to to jest normalne... - powiedziałam.
Doszłyśmy na miejsce. Pezz rozglądnęła się, i wrzuciła paczkę do kosza.
- Zabieram cię, na kolację - powiedziała romantycznie.
- A gdzie?
- Do McDonalda - uśmiechnęła się.
Ja prychnęłam.
- No co? Nie wzięłam więcej kasy...
- No dobra. Chodźmy do tego McSyfu - zaśmiałam się.

2 komentarze: