(Perrie)
- Pezz... - usłyszałam nad sobą cieniutki, zaspany głos.
Od razu go rozpoznałam. Uśmiechnęłam się. To była Jade. Moja gwiazda. Moje oczko w głowie. Jednym słowem, osoba dzięki której się uśmiecham. Nie chciało mi się wstawać. Odwróciłam się na drugi bok.
- Wstawaj grubasie - brunetka odwróciła mnie na plecy.
- Nie - odparłam i zamknęłam oczy.
Dziewczyna pochyliła się nademną. Otworzyłam jedno oko, i ujrzałam jej wielkie, brązowe paczałki. Po chwili złożyła na moich ustach delikatny pocałunek.
- Teraz mogę wstać - uśmiechnęłam się.
- To szybko. Mamy dzisiaj wywiad.
- Ale ja nie chcę... Znowu będziemy udawać że jesteśmy TYLKO przyjaciółkami... Jestem już tym zmęczona... - usiadłam na łóżku.
- Pezz, ja też nie chcę, ale musimy. Jeszcze kilka miesięcy - Jadey musnęła wargami o moją szyję.
Wyskoczyła z łóżka. Miała na sobie skąpą bieliznę. Przynajmniej miała na sobie więcej niż ja... Założyła szlafrok i kucnęła obok łóżka.
- Chcesz śniadanie? - szepnęła.
Pokiwałam głową. Jade wyszła z pokoju. Modest... Pieprzony Modest... Mam dość. Tak, Zayn jest moim bliskim przyjacielem, ale nie chcę całować się z nim przy reporterach, przytulać go... To dla mnie... obleśne. Powoli wywlekłam się z łóżka. Założyłam mój męski dres. Zeszłam na dół. Moja kochana Poopey stała przy blacie kuchennym i robiła kanapki. Objęłam ją od tyłu i pocałowałam w policzek.
- Gdzie reszta, mój ranny ptaszku? - zapytałam cicho.
- Śpią.
- Ale nie mamy wywiadu?
- Nie. Poprostu nie chciało mi się spać, i chciałam cię postawić na nogi - uśmiechnęła się.
- Ty małpo!
- Ja też cię kocham - odwróciła się i złożyła na moich ustach pocałunek.
Odwzajemniłam gest. Jade wplotła ręce w moje blond włosy. Nasze pocałunki stawały się coraz namiętniejsze.
- Oooo, jak słodko - usłyszałyśmy.
Lekko oderwałyśmy się od siebie. Objęłam Poopey ramieniem.
- Hej - powiedziałam.
- Przepraszam, że wam przerwałam.... - rzekła Jesy.
- Nie ma za co.... - odparła Jade i kontynuowała robienie śniadania.
- Mi też zrób! - krzyknęła Nelson idąc do łazienki.
Pomogłam Jadey w robieniu śniadania. Przez ten czas, ani raz nie spojrzała mi w oczy.
- Co się stało? - złapałam ją za rękę.
- Ja... Krępuję się, kiedy np. się całujemy i wchodzi Jesy, jak przedtem...
- Dlaczego? One o nas wiedzą, nie musisz się tym przejmować.
- Może masz rację...
- Pewnie że mam. Idziemy na spacer?
- No pewnie. A tak poza tym: seksownie ci w tym dresie - uśmiechnęła się.
- Ale i tak jesteś moim seksiakiem - pocałowałam ją lekko.
Poszłyśmy się ubrać na górę. Doradziłam jej, żeby ubrała czerwony T-shirt, czarne rurki i brązowe trampki. Mimo że był wiosenny dzień, w Los Angeles było nie najcieplej. Kiedy zeszłyśmy, Leigh jadła śniadanie, a Jess przeglądała naszego wspólnego Twittera.
- Nasz dwie gołąbeczki przyszły - powiedziała Jessica.
- Idziemy na spacer - oznajmiłam.
Zanim wyszłyśmy, przed drzwiami Jade odwróciła się w moją stronę i pocałowała mnie.
- Pora założyć maski przyjaciółek - szepnęła.
Puściłam jej rękę i wyszłyśmy z domu...
(Jade)
Ja też miałam dość Modest. Teoretycznie, wogóle nie miałyśmy własnego zdania. Ja naprawdę kocham Perrie... Ale jak się do tego przyznamy, na pewno stracimy naszych Mixers.
- O czym myślisz? - "obudziła" mnie Pezz, kiedy doszłyśmy do parku.
- O nas...
-PERRIE I JADE?! - ktoś krzyknął za naszymi plecami.
Odwróciłyśmy się. Zobaczyłyśmy dziewczynkę, ok. 11 lat. Miała koszulkę z logo Little Mix. Najwyraźniej była naszą fanką.
- Tak, to my - potwierdziła Perrie.
- Możecie spełnić moje marznie? - zapytała nieśmiało.
- Oczywiście - odparłam.
- Choruję na raka płuc... Lekarze nie dają mi większych szans... Moim marzeniem, jest spędzić jeden dzień z Little Mix. Tylko jeden...
- No pewnie - uśmiechnęła się Pezz - gdzie twoja mama?
- Nie żyje... Zajmuje się mną ciotka.... Tata jest w więzieniu... - po policzku małej poleciała łza.
- Jak masz na imię? - zapytałam.
- Olivia...
- Hej, nie płacz już - Perrie kucnęła do dziewczynki i otarła jej łzy, kiedy Olivia się zupełnie rozpłakała.
- Spełnimy twoje marznie. A gdzie jest twoja ciocia? - zapytałam.
- Jest w pracy... Kiedy pracuje, ja praktycznie zajmuję się sama sobą...
- Wyślij cioci SMSa, że nas spotkałaś i że przyjdziesz trochę później. Potem cię odwiozę. A teraz idziemy do naszego domu.
Wzięłam dziewczynkę za rękę, a Perrie za drugą. Przez całą drogę rozmawiałyśmy z dziewczynką. Kilka razy, za pomocą mojej Pezz, Olivia uśmiechnęła się. Kiedy weszłyśmy do domu, Edwards krzyknęła:
- Leigh! Jesy! Mamy gościa...
Szybko przybiegły na dół. Opowiedziałyśmy im historię Olivii. Wzruszyły się. Około 11, zadzwonił telefon dziewczynki. To była jej ciotka.
- Tak... Tak... Dziękuję ciociu... - rozmawiała - Ciotka się zgodziła - dodała, kiedy przestała rozmawiać.
- No to świetnie - powiedziała Leigh.
Po kilku godzinach zabawy z Olivią, byłam padnięta. Biegałyśmy po całym domu, krzyczałyśmy i robiłyśmy zdjęcia. O 5, dziewczynka powiedziała:
- Ja już nie mogę dłużej być... Dziękuję wam, żegnajcie....
- Czekaj, odwiozę cię! - zawołała Pezz.
- To ja pojadę z wami - dodałam.
Kiedy odwiozłyśmy jedenastolatkę do domu, Perrie powiedziała jeszcze w aucie:
- Byłabyś świetną matką...
- Ty też - pochyliłam się, żeby ją pocałować.
- Jade, jeszcze by nas ktoś zobaczył....
- Tak, przepraszam....
Dojechałyśmy do domu. Jak weszłyśmy do domu, natknęłyśmy się na kartkę na blacie kuchennym: "Macie dom dla siebie. Nami się nie przejmujcie. Jesy i Leigh".
- No to freedom - uśmiechnęła się Pezz i podeszła do mnie.
- Freedom - powtórzyłam i namiętnie pocałowałam blondynkę...
To mamy rozdział pierwszy :) jeżeli będziesz czytać tego bloga, zostaw komentarz, chociaż anonimowy ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz